o co tu..


Wyobraź sobie wyspę, na której nagle pojawia się grupa osób. Jeżeli wyspa jest planszą to osoby są na niej graczami. Tematem może byc wszystko, natomiast cel jako taki nie istnieje, celem jest sama gra. Gracze mogą posługiwac się wszystkim dla wyrażenia siebie i swojego zdania. Na wyspie istnieją inicjatorzy, którzy przynoszą tematy i warunki klimatyczne, podtrzymując lub gasząc ogień gry. Wyspa to oddech tych, którzy ją tworzą. Wyspa jest inicjatywą, która istnieje jako alternatywa.

sobota, 2 lutego 2013

KOHEZJA______________________________WYSTAWA W HALI WARSZTATOWEJ NOWEGO TEATRU W WARSZAWIE 2013

aut. Norbert Delman
ŹRÓDŁO- http://www.nowyteatr.pl/event/kohezja
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>DEFINICJA >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Kohezja - ogólna nazwa zjawiska stawiania oporu przez ciała fizyczne, poddawane rozdzielaniu na części. Jej miarą jest praca potrzebna do rozdzielenia określonego ciała na części, podzielona przez powierzchnię powstałą na skutek tego rozdzielenia. Kohezji nie należy mylić z adhezją czyli zdolnością do łączenia się powierzchni ciał fizycznych. Jakkolwiek źródłem obu zjawisk jest występowanie rozmaitych oddziaływań międzycząsteczkowych, adhezja jest zjawiskiem czysto powierzchniowym, podczas gdy kohezja wynika z sił działających wewnątrz rozrywanego lub zgniatanego ciała. http://pl.wikipedia.org/wiki/Kohezja_(zjawisko_fizyczne) / » rzeczownik kohezja synonimy: kohezja, łączność, spoistość, spójność, zwartość http://megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/7568,kohezja / Spójność, kohezja- właściwość ciał polegająca na przeciwstawianiu się rozdzielaniu ich na części; wynika z oddziaływań między cząsteczkami lub atomami tych ciał (sił wiązań chem. w kryształach, oddziaływań międzycząsteczkowych w cieczach); największą spójność wykazują ciała stałe, mniejszą ciecze, prawie zupełny jej brak- gazy; jednym z następstw występowania sił s. jest napięcie powierzchniowe. (Nowa encyklopedia powszechna PWN, tom 5, wydanie p[ierwsze, Warszawa 1996). / Największa z możliwych kohezji na naszej planecie jest możliwa w temperaturze zera bezwzględnego czyli -273 stopnie Celsjusza, nie istnieje tam bowiem żadna energia, żaden ruch, wszystko jest statyczne, nieruchome i niemal nie zmienne. We wszystkich innych warunkach największą kohezję ma zawsze diament. >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> RELACJA >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Jest to skromna relacja, bardzo subiektywna, pisana narracją strumienia świadomości. Każdy kto tam był i tego doświadczył na pewno się ze mną nie zgodzi, że było tak jak mówię, stąd oto dlatego było tak jak mówię właśnie. Piszę świadomie w takiej formie żeby zdarzenia te natychmiast zdyskontować twórczo i nie dać się pomniejszyć do skali mimezis, w której się nie mieszczę. Było jak opisuję, roku A.D. 2013... >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> ...Hala Warsztatowa Nowego Teatru, niegdysiejsza hala napraw samochodów MPO
źródło warszawa1939.pl/ miała się właśnie przeobrazić
proj. Dorota Borysiewicz, Andrzej Piłatowski, Andrzej Wyszyński/ http://www.architektura.info/index.php/architektura_polska/z_calej_polski/nowy_teatr_w_warszawie / zmieniając swój wygląd i przeznaczenie, właściwie istniała już w innej funkcji, ale wciąż żywo obecny był kontekst historii i dawnej funkcji
fot. fakt.pl wtartej w teren przy ulicy Madalińskiego w Warszawie jak olej w podłogę jej wnętrza, hala wciąż budziła skojarzenia raczej nie związane ze sztuką
fot. warszawawobiektywie.waw.pl/ a jednak właśnie tutaj i właśnie na styku pomiędzy dwoma stanami i funkcjami obiektu zogniskowała się inwencja Kohezji, nie tylko wystawy ale zjawiska emanacji pewnej rzeczywistości. Moment i temat wzajemnie nałożone na siebie w celu uchwycenia siebie na wzajem. Miejsce w czasie i czas zmiany przeznaczenia obiektu architektonicznego, ale przecież również świadomości ludzi z nim związanych. Właśnie ta świadomość i przemiana dokonująca się w niej była istotna. Ponadto sama kohezja jako włąściwość ciał i zjawisko fizyczne i metafizyczne. Nie będzie to więc sucha dokumentacja wystawy, ale raczej arte-fakt, dokument zjawiska, materiał dowodowy i badawczy w fizyce społeczeństwa, filozofii i in. dziedzinach i obiekt kontekst-ualny w Sztuce. >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Zaczęło się jeszcze pod koniec 2012 roku. Grupa studentów Akademii Sztuk Pięknych z Pracowni Działań Przestrzennych prof. Mirosława Bałki weszła do hali byłych zakładów MPO w Warszawie przy ul. Madalińskiego 10.
fot. Tymon Nogalski /był to rekonesans, ich pierwsze dotknięcie miejsca i miejsca dotknięcie ich, zapoznanie
fot. Tymon Nogalski/ sami nie znając jeszcze istotnej swojej roli stali już przed zadaniem, nie uświadomionym jeszcze w owej chwili rozpoznania, ale przeczuwanym, głęboko zgodnie, choć niemoc nazwania może miała istotne znaczenie. Pamiętam owe nieostre wówczas odczucie ścierania, tarcia, rozdarcia, zderzenia, przenikające wszystkich tam obecnych. I tak się stało, że po nie długim czasie powrócili do hali ponownie. Tym razem nie żeby słuchać lecz mówić. Na ustach mieli hasło- kohezja, szukali jej w środku i obok gmachu. >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> Był dzień wernisażu. Godzina 18 z minutami. Wszedłem na teren Hali Warsztatowej, parking, brama budynku. Przed nią samochód i grupa ludzi. Zupełnie jakby (jak to się wówczas mówiło)coś takiego
źródło tvp.info / tylko jakoś.. spokojniej? Nie wiem, wrażenie "targu" zatarte ale obecne tylko jakoś mniej i w inny sposób. Przed bramą zaparkowany samochód
fot. Mateusz Choróbski / marka Nissan Bluebird. Zgaszony silnik, otwarte drzwi, włączone światła
fot. Mateusz Choróbski / kierowca gdzieś wyszedł. Być może wszedł do hali, ale nie koniecznie. W pojeździe książka
fot. Mateusz Choróbski /tekst tragedii Maurice Maeterlinck zatytułowane The Blue Bird. Echo-(ko)-hezja nazwy,kolekcja, teserakt
fot. Mateusz Choróbski /tragedia o walce z "siłami cienia", samochód- smok, machina wojenna, zaprzęgnięta do walki z cieniem oświetlająca bramę swoimi reflektorami. Ponadto autor i kierowca (Mateusz Choróbski) ukryty w cieniu. Spotkałem go później, opowiadał o tym jak ukrywając się w cieniu zjawił się w tamtym miejscu. Kohezja ciał różnej maści, semantyczna koherencja hiper-tekstualnej gry. Oświetlona brama, blaszana, brzęcząca, ciężka. otworzyłem ją i wszedłem spodziewając się zobaczyć- halę. Tymczasem.. zobaczyłem czarną kurtynę w odległości ok. metra, przysłoniła widok tworząc tunel. Intensywność chwili, przed momentem wywołana natężeniem sprzeczności w jednym zjawisku, samochodu w gotowości do jazdy, ale bez kierowcy wydała się być powodem mojej wytężonej uwagi. Uwagi potrzebnej by nie zignorować i swą ciekawością "hali" nie pominąć owej tkaniny nasączonej perfumami "Comme des Garcons 888"
fot. Krzystof Bagiński /żadnej informacji, tylko kurtyna, wysoko w górę, daleko na boki, zaszyta przez środek, zamknięta aktem zaszycia, obciążona piaskiem, gruba, miękka i pachnąca, czarna. Pachnąca, zapachem perfum, którymi jak wyjawił w mapce wystawy autor- Krzysztof Bagiński nasączył tkaninę by przypomnieć o gospodarzu- Krzysztofie Warlikowskim. Ten reżyser i dyrektor Nowego Teatru, który miał w hali lada chwila rozpocząć swą pełną działalność używał wówczas tych perfum, był to jego zapach. Gospodarz, jakże istotne kto jest gospodarzem, znak pamięci, znak taktu i uwagi na aspekcie jeszcze nie otwartej, nowej treści miejsca. Ale jednocześnie zamknięta brama, sezam, pytanie. Zaszyta, niemal nieruchoma kurtyna i ledwie wyczuwalny tylko zapach obecności aktorów. Tylko tunel, jak otwór od klucza, pozwolił mi się wydostać i wtedy zobaczyłem halę pełną ludzi i obiektów
fot. Anna Jochymek / zwłaszcza tych w bieli trzymających tacki z białymi kupkami. Poszedłem ich tropem
fot. Anna Jochymek / przyjrzałem się. To był cukier.
Fot. Anna Jochymek /kelnerzy często-wali nim gości wernisażu, widzów strapionych ich natarczywością. Widzów wchodzących z nimi w interakcję, grę psychologiczną
fot. Anna Jochymek / lub osaczonych przez ich kohe-niczność bezsłownego niemalże natręctwa
fot. Anna Jochymek / niedopowiedzeń i hex-agonii czujności, chcącej wydobyć się z matni, oswobodzić, oprzeć spod jarzma obszarników co chwila znajdujących sobie nowego gościa
fot. Anna Jochymek / czyżby działających na służbie gospodarza? Niewątpliwie potencjalnie, lecz w praktyce byli to kelnerzy artystki
fot. Anna Jochymek / Ani Jochymek w liczbie 36-ciu
hexagon i liczba 36, przykrywają głębię intymnej historii rodzinnej, lub w głębi jej kryją jakąś być może krystaliczną kontrapunktowość. Hex gr. sześć i gonia gr. róg, kąt.
fot. Anna Jochymek / wszechobecność tych dżentelmenów zaprowadziła mnie w głębiny hali, w jej najcichsze zakątki, introwersję tej budowli postindustrialnej. Zupełnie jak w labiryncie, nie wiedziałem gdzie jestem, czyżby to ślepy zaułek? Przede mną ściana półek, na niej prostokąt książek, fragment Biblioteki Babel?
fot. 951 / wytrącony z regularnej przytomności zbieram w całość resztki sceptycyzmu w tym stanie ślepego kąta, rogu, ściany książek, ślepej sowy, widzącej każdy ruch, oka mistrza ceremonii, demiurga kuratora, dyrektora koncepcji,złożeń, spotkań książek nietykalnych, składników dzieła a nie biblioteki. Zamrożony proces, kohe-tyczność hipertekstum. Wielowątkowa narracja, niby-obraz. Tło polsko- niemieckich związków, intymnia wyrazistości autora "NiemcyPolen" Adama Janisch, intensywna swą szczerością w uniwersum genius loci bohatera odysei po żelbetonowej scenerii półek. Spotkania tytułów i fabuł, związki-znaczenia: "...historia dziejąca się w czasie konstytuuje się jako genesis" (Enzo Paci), o mnie-widzu we śnie, w zamroczeniu, o tym, że może jestem bohaterem dramatu, że reżyser jest a ja pomiędzy książkami, schodzę po drabinie na ziemię, widzę stół, szafę, słyszę głos, spot radiowy http://www.youtube.com/watch?v=enDiC-4HvUY 36 sekund wglądu, w absurdalność sytuacji. Michał Huszcza przygotował ślad po kimś,studiując pretensjonalność tejże dumnej z siebie. Obskurne wnętrze zderzone z czyjąś znów historią, opowieścią, światem, pokój czyjejś zamierzchłej obecności, wtartej w miejsce, roztartej pomiędzy przytomnością, a chorobliwą otchłanią demonów, i sennych mar, Napoleon ponad tłumem w rumaku macha z reprodukcji 3d, spi(s)kujący narratorzy w radio i tumbr obrazów czyjejś prywatności wystawionej na pokaz,"autoreklamowa perwersja", "przedmiot panem gry""na podobieństwo masek pochłaniających tożsamość aktorów", te przedmioty "pełnią funkcję pochłaniania i oszołomiania interlokutora(nas samych jako podmiotów domniemanych aktantów)""we shall be your favourite disappearing act!"(cyt. spisek sztuki Jean Baudrillard),brak człowieka, który wypełniał/by to miejsce swoim życiem,w ogóle życia, tylko skrawki, ochłapy czyjejś żywej rzeczywistości, brrr, zimno! Wychodzę, dostrzegam węzeł cieplny http://www.youtube.com/watch?v=UyOdbpmA1a8&feature=youtu.be obiekt zastany, nietknięty ingerencją żadnego z artystów, sam w sobie akustyczny pogłos kohezji, wyraz tego, co czuję, spuszczania powietrza z tej intensywnej intymni i zamroczenia brakiem pewności czy żyję jeszcze, czy doświadczam. Może nareszcie teraz odetchnę i zacznę widzieć ostrzej i opisywać to, co widzę bardziej racjonalnym językiem jak na świadka przystało. Dlatego proszę Was o wyrozumiałość i śmiałość by tej nie oczekiwać ode mnie skoro mam być autentycznym do-wodem kohezji i tych zdarzeń. Widzieliście przed chwilą plamę światła? Też ją wtedy dostrzegłem, chciałem się jeszcze przysłuchać,ale za chwilę podszedłem do niej. To był punkt o nazwie "Cezura", gest Marty Mroczkowskiej wskazujący tak kosmyk jej włosów porzucony na ziemi, smagany wiatrem i narażony na czyjąś właśnie nie uwagę, brak skupienia, co Herbert Read w "Sensie sztuki" określał brakiem swobody odbiorcy, gdy widz nie może dostrzec dzieła, ale ono jest wyraźne, jak refleks padającego przez okna światła słońca
fot. 951 wydarta ze źródła plama światła, jak włosy wydarte z głowy zmagające się z nieswobodną hałaśliwością otoczenia, pełnego odbijających się dźwięków. Jak w studni. Jeden z nich dotarł do mnie silniej, brzmiąc monumentalnym tonem wypływał z małej salki obok. Wszedłem tam, ciemność, puste półki, lampka podświetlająca umywalkę z niebieską cieczą, kapiącą z kranu i wszechobecne "Ave Maria"
\ niebieska ciecz, łzy Matki Niebieskiej, spływające tu, nie do raju, raj w takim miejscu? może ta diwa jest 5 elementem, który łączy fabryczną przestrzeń, półki, punktowe światło, i niebieską ciecz w całość? Głos zmoczył ściany, (do odsłuchania- nie oglądania tutaj) http://www.youtube.com/watch?v=qALZRWja55o (wersja oryginalna wkrótce) zlew jak wodospad,
fot. 951 tektonika zrównywania się różnic, strach przed zrównaniem się, jak przed śmiercią mnie wzdraga, uczucie kulminacji, kresu, stałości, kohezji w punkcie krytycznym, linii doskonale poziomej samotnie osiadłej, opuszczonej. Wyszedłem. Wówczas dostrzegłem przed sobą metrów kilkanaście bramę, taką jak przy wejściu, chociaż nie tą samą, ale jednak- może to rzeczywiście historia widza w jaskini twórcy? Brama pełna (od)plamionych, startych kręgów
fot. 951 "Klimaks" Sebastiana Kroka rozpuszcza ścianę czasu, śladów treści odchodzących w przeszłość, kontrolowanym ruchem cyrkla o średnicy łokcia, toczonego z gestu, jako wyraz-obraz-żeń, ran zadawanych miejscu. Klimaks to wg. internetowej encyklopedii wiem- ostatnie, stabilne stadium sukcesji roślinnej, będące wynikiem równowagi pomiędzy czynnikami biotycznymi (roślinnością) i abiotycznymi (głównie klimatem i glebą). Tutaj jest to zdaje się moment ścierania tejże gleby klimatem obecności autora. Przygotowanie do nowej roli środowiska przez organizm o cechach podobnych temu, który ma je za chwilę zasiedlić. Oczyszczenia? Starcia! Tak docieram tocząc krąg od drzwi do drzwi podobnych, bez kurtyny, otwartych, zapraszających,po drugiej stronie ran zadanych rozpuszczalnikiem, opatrzonych bandażem tekstu
fot. 951 / pełnego cierpienia i głuchej nieznającej zrozumienia przez świat narracji osoby ukrytej i samotnej, gdzieś w kącie i cieniu, między tekstem a okienkami wydartymi z niego. W rurach płynie płacz http://www.youtube.com/watch?v=0Ay_sXehU18 a w maszynie głos skrzypi rdzennym bólem doświadczeń, starzenia, starzenia, powtórek, kółek, nawracających cierpień, jedynek, plaśnięć o ścianę, na ścianę skierowaną kredą odliczając przyszłość w wynik druzgocącego starcia z nieuchronnym zniknięciem w bezdech. Zawarta tutaj przez Marcina Kossakowskiego samotnia arcy-metafory maszyny ciała poruszanej resztkami płynów, tajemnicy natchnień, dogasających, choć tak obecnych obok, to jednak gdzieś za ścianą, czy też w ścianie,innej kondygnacji,racji,czasie.. Smutek i żal, współczucie, pokora, zamyślenie, wycofanie... Opuszczam kohe-zję osamotnienia szukając ludzi i słyszę swoje imię. Syreni głos wołający mnie za kratę http://www.youtube.com/watch?v=aL_x5uotn2c głos Anny Kasperskiej, "Vocativus" gdzieś między pustymi regałami. Wspomnienie leżanek, półek, skojarzenia tortur, głos namiętny, uwodzicielski, dodatkowo ukryty uwodząco i te bezpośrednie nawoływanie. Kolejnych imion. Męskich i żeńskich. Imiona tych, których się tutaj spodziewano..widzów i mnie.. widza. Zapraszający żeby odwiedzić, powrócić, czy też się wprowadzić na jedną z przegród, skatalogować, zespolić. Odwracam się w kierunku drzwi, kraty, kolczaste druty, maszyna do ściskania, drzwi jeszcze otwarte, rozwielitko. Wychodzę. Za rogiem spotykam ukojenie, pościel własnej duszy, domek z "piór gęsi białych"
fot. www.michaldabrowski.com / Obłoki, po tym wszystkim, obłoki oswajają moje zagubienie. Wszystko to dzięki Marcie Mielcarek, artystce, która tutaj akurat zobaczyła swój domek, wypchany puchem jak poduszka, tutaj na skraju tej strefy hangarów, ukrytej intymnej strony hali, którą właśnie opuszczam, bo przede mną znów przestrzeń, tutaj gdzie się spotyka intensywność kohezji z jej niedotkliwą nikłością, przytłumiona przez tłum i przestrzeń. W kohezji kohezji chciałoby się powiedzieć jest pokój iluzorycznie wypchany piórkami ptaków. Ich ślad był przyczynkiem jakby były przecinkami przed takim ich zgromadzeniem. Spójka bieli w oknach, ciepłej odwróconej sytuacji codziennego widoku zimy. To również gniazdo dla ptaków w tym ich (nie)naturalnym schronieniu przed miejską maszyną, azyl ptako-widzów. Podobno drzwi były tam uchylone dla nich. W środku natomiast ciepło, dzięki temu przytulnie, ale jakoś głucho, jakby obnażenie tych, którzy igrali ze mną- widzem
fot. 951 Poznając ich tajemnicę czuję żal, że to już koniec, że wszystko jasne,i że już pora na sen, ale nie. wychodzę i widzę halę, otwartą piersią żelbetonowych ramion. I wydech węzła cieplnego w tyle głowy mojej obraca spokój i opanowanie. Mogę teraz opisywać rzęsiście rzeczowo, fizycznie. Tu gdzie stałem patrząc tak wtedy w tym teraz, w tym gardle kohezji, pomiędzy jej stopniem wyrazu, miał miejsce performance Marceliny Jarnuszkiewicz. Opowiadał o przeganianiu chorób, obsesji natręctw, nie stawaniu na kostce brukowej opisanej dźwiękiem, tonem, don-kichot-erii odczarowań zabobonnych rytuałów, sztuczek i remediów na nieokrzesane, nieopisane neurotyczne przejawy witalności. Gestykulując i wykonując szereg takich neutralizacji artystka przybliżała aspekt leczniczej właściwości kohezji, jako przeciwieństwa rozbicia psychicznego. To działanie czeka na swoją dokumentację. Obok, skoro już wyszedłem z wnętrzności ko-hali zobaczyłem destrukty, porozbijane struktury, nie chciałem na razie ich dotykać i za pęknięciem w posadzce, które łączyło je z czymś, co rozbitym nie było dotarłem do tego właśnie zabiegu audio-wizualnego
fot. 951 półki, pół pełne balonów wydechem w tej instalacji zat. "Jak długo potrafisz zatrzymać oddech na wydechu" retorycznie bezpytał tak Norbert Delman. Obsiane na regale księgozbiorów, pełnym wnęk o różnych wielkościach, klasyfikacjach i zawartościach powietrza http://www.youtube.com/watch?v=y5xbe40crvQ powietrze w i wokół i wydech, który już dobiegał końca po moim wyjściu z tamtej części ko-hali skąd wzięto te szafki, przeniesiono i ustawiono tutaj, jakby żartując sobie z syt-uacji pozorności wyjścia poza kohezję hali w tym jej wyrazie echem wsuwającym w mały przedziałek na ludzki dech z piersi
opiecz-ętowanej sygnaturą przeznaczenia, kaf-el-k i ludzkich sił oporu wobec systemu porów, a wszystko wchłonięte przez video zapis mający uwierzytelnić przepis na wypis, syg-natura naparstka. Za plecami poczułem wtórujący gest podpisu, "K",
fot. 951 przypomniało mi się takie "i" w Lublinie na ścianach sprayem, lecz tu Karol Kaczorowski posłużył się sadzą. Niby odcisk dłoni, lecz zbyt mocno obliczony, obrysowany, oddarty ze swej natury sygnał by być w pełni syg-naturalnym odbiciem tego, co chciało przez jego wykreślenie zacumować w pamięci, zakotwiczyć, osiąść, jakby to, co nie-nazywalne łaknęło określenia by nie zniknąć zupełnie. Nazwać człowieka nie sposób, tylko jego trwanie zapewnia mu sens, nazwać można chyba tylko przedmioty, rzeczy, nie ludzi, choć to pragnienie jest tak żywe jak sam człowiek. Sadza rozsypująca się z wiatrem fali widzów przybliżyła mnie do "Śladu kurortu"
fot. 951 /gdzie Agnieszka Sobczak wcelowuje proustowską magdalenkę, swoje wspomnienia, spreparowaną tutaj z liny, lakieru, lodów waniliowych i papieru
fot. 951 / opadajacą niby lina z nieboskłonu, pod ziemię, gdzie topnieje pod związującym cały budynek węzłem cieplnym
fot. 951 / w ciepłe lody spływających do kanału wspomnień, tam gdzie dokonywano naprawy podwozia, kiedyś na śmieciarkach a dziś na realnych być może maszynkach zapomnienia- dewaluujących się idei i wartości post-naprawczej neo-post-moderny. Tam bujają się jak bojki na rzece Demo-kryta/ej kirem powierzchowności wszelkich tuneli i pod-gruntów
fot. 951 / jak paciorki modlitwy o resztkę pamięci, pamięci, ulotnego sensu i tętna, naprzemian wdechem i wydechem, oddalenia i zbliżenia światła w barwach czerwieni i niebieskości. Tym duktem dochodzę głosów, które beztrosko ulatują z sali obok. Cztery ekrany, zsynchronizowane w podbijaniu swojej treści emitują wypowiedzi jej mieszkańców. To "S-Tarcie", nie ich ze sobą, choć może również, ale przede wszystkim anatomia ścierania się, starć, walk ulicznych, agresji, która u tych bohaterów jest wybuchem nieposkromionej energii, ślepo-działaniem, marnotrawstwem elan witalności młodych mężczyzn http://www.youtube.com/watch?v=QFnh9-7a5nU zapytanych o kilka prostych rzeczy, zaprojektowanych by skupić na s-tarciu
tym sposobem z rumieńcami radości na twarzach tych mówców, mogących bezkarnie opowiadać o swoich fascynacjach i lękach, i właśnie na tym styku lęku i fascynacji wynurzam się z owej sali przechodzę obok okna, na którym gumą zapisano drukiem co następuje- "To i Owo", a zamiast i widzę filar łączący okna jak na załączonym obrazku
fot. www.michaldabrowski.com / co to i owo znaczy.. może znaczyć tak wiele, w tak nie wielkim geście
fot. Anna Bajorek tyle siły uderzeniowej tego tak tu ujętego zwrotu działa jak mirror wnętrzo-zewnętrzny, skrzydła z takim rozmachem minimum,że widzę co jest istotą, lub przynajmniej bliskotą aktualim- lęk i fascynacja- te, zjednane w architekturę faktu, lub aktu ukazują mi widmo gestu współczesnego artysty, gdzieś spomiędzy tych dwu, czasem bliżej czasem mniej spójnie w częściach, za pomocą przesmyku w prze-smyczkowy koncert, takie lotnisko semantycznych startów. Odwracam się szukając samolotu i oto stoi '"Untitlet"Dimensions variable . Carboard and tape' dwu-skrzydłowiec.(dokumentacja wkrótce) Jak wiele mieści się pomiędzy dwoma tekturowymi kątami mocowanymi taśmą klejącą i jak daleko można tym dolecieć? Wtedy nie wiedziałem jeszcze dokładnie, nie widziałem paliwa, czym jest paliwo w takiej sytuacji. I wtedy w tym ogrodzie maszyn usłyszałem trzask, w pokoiku obok, który był ślepo kończącym się korytarzem, drzwi zblokowane w nim monitorem transmitującym rozwibrowany kieliszek smagany bruzdami haseł z rodziny slangów i wulgaryzmów pomieszanych z żalem i wyrzutem w kielich goryczy w wielu procentach zmieszanej z alkoholem, w tym "Kohezja(Laboratorium)" eksperymentowano nad trwałością szkła pod postacią kieliszka i trzeźwością oczu uwolnionych spod jarzma tego, co zabronione i nakazane pod znakiem nadania im roli sprawczej i decyzyjnej w tej tłukącej gestii http://www.youtube.com/watch?v=rP1s_baH1-w dyskusja toczyła koło na forum, wracając ze zdwojoną siłą cyklicznie rozpryskując kieliszek w drobny mak, zostawała tylko nóżka i może jakaś kropla na dnie. Kohezja odczarowana stosem zaklęć. Wyszedłem trochę pod wpływem si-tego w mikro-bombę buntu i dotykając kącikami oczu motoru, na którym w mojej wyobraźni kursował po tej hali Tymon Nogalski z piskiem zostawiając syntetyczne ślady opon na oleistej posadzce do granic tarcia i ciepła, krytycznej wątpliwości czy olej pokrywający całą posadzkę hali nie zajmie się ogniem, w ten sposób chcący ochłodzić węzeł cieplny atmosfery zbliżyłem się do sąsiedniego regału, znów pustego, na półkach można było znaleźć miejsce dla siebie itd. ale nie wszędzie. Był sobie tam taki zabukowany metr półki przez Michalinę Ludmiłę Musielak przy pomocy telewizora, doskonale wpisującego się w oczywiste miejsce, zdolne zainteresować i zintegrować każdego kto jak okiem sięgnąć mógł był znajdować się w hali. I wszędzie z niej było właściwie widać ten mały telewizor, a w nim "Pani Krysia" http://www.youtube.com/watch?v=bcnOUhOwCsw Piękna owa starsza osoba opowiadała o społeczności żydowskiej niegdyś bogato obecnej w naszej kulturze i krajobrazie, o ich tragedii. Mówiła z przejęciem, co chwila przejęta na przemian nigdy jednostronnie, zawsze stroniła do, nigdy od ciągle wartko i wieloznacznie, jakby o wszystkim z uczuciem. Mówiąc tak ukrywała sedno sprawy, nie sposób rozstrzygnąć o czym mówiła, ale przejawiała w tym duży stopień spójności, istny model badawczy, żywo obecna w tym obrazowaniu Pani Krysia- wspominała. Po seansie odwróciłem się i oczom moim ukazał się skłębiony klekot ze spinaczy i kleju "Wspinacze"
/ którymi Marcin Bednarczyk pnie się po środku przestrzeni do granic kohezji. Ciekawy musiał być moment, gdy już nie w-spinały się ze sobą owe drewno-sprężynki do wieszania bielizny. Być może do naga de-konstruuje to właściwośc kohezji, która jednak ma swój zakres, obszar, pole oporu, cicha inklinacja puszczona wiatrem jak ta fama o uchu spinki przez które można przejść uwagą
pict. Dominika Olszowy, Maria Ewa Toboła, Anna Miczko / tymczasem jak widać było wielkości czubka igielnego, stąd oddaliłem się w stronę 'Untitlet, wooden triangles'- wehikułu trójkątów przybitych w półkulę
fot. 951 / trójkąt jako pierwsza figura geometryczna, pierwsza płaszczyzna, 2-gi wymiar wyrosły z pierwszego- linii i dążący do 3-ego bryły, której pierwszym objawem i owszem może być półkula, choć równie silnie czworobok, złożony z trzech ścian trójkątów równobocznych, jednak półkula też świetnie nadaje się by być między wymiarowym wehikułem, drewnianym, syntetycznym szkieletem wzrostu, jak punkt złotego podziału piramidy, komnata sarkofagów, w których tak rzadko znajdowano mumie. Chciałoby się wejść ale ściany są jak krata uniemożliwiając doświadczenie tego potencjału. Twórcze przymuszenie materii do posłuszeństwa tworzenia kształtu obcego jej właściwościom, materią były trójkąty i są wciąż bo jako takie materią właśnie w jakimś novum tamże tak u-silnie. Obok usłyszałem szorowanie, znów obrót o 180 stopni, spojrzenie i nic. Jakiś szmer wtarty w przestrzeń, starty z nią w jedność spójny i grzeczny, coś jak szorowanie, wytężony wzrok pozwala uchwycić działanie Justyny Misiuk o nazwie "mydło" http://www.forum.com.pl/oferty/xq9f1ldz/zdjecie.php?idzdjecia=1604267, tytułowym artystka czyściła fragmencik hali, tarcie, ścieranie, czyszczenie, niezatarte wspomnienie dźwięku w tle, konkretny drone ustawiony pod ścianą, kwestia wcierania w pamięć przy pomocy metafor- mimet-yki gestu. Następnie zbliżyłem się do rozsypanej cieczy stałej w galarecie pomiędzy dwoma kątami drewien
fot. 951 /ten "Tota" destrukt kubika z żelatyny, na całe szczęście nie trząsł się kształtem ludzkiej poświaty formy, byłoby to bowiem doświadczenie bolesne. Rozpadł się w gluty i rozgliździł po podłodze tworząc statyczną plamę ociekającą resztkami soków wyciśniętych z kości wydzielając zapach, cichym szeptem wdzierający się we wszystkie pory, zapach miazgi i do szpiku rozpylenia krystalicznej spójności szkieletu żywej istoty. Głos o dotknięcie istnienia z szacunkiem godnym tajemnicy, dzięki której w ogóle ktokolwiek może otwierać swe usta.
fot. www.michaldabrowski.com /tam kohezja jest spójnością niebotycznej intensywni semantyk- fizycznej niepokorni umysłowo materialnej brei, która budzi wstręt i wkręt za razem, lęk i fascynację, lęk w płaszczyźnie myślokształtów, odczuć i zamyśleń, fascynację w instynktownej cielesności pędów i agresji. Psycho-metafizyczne i psycho-fizyczne tarcie w nas samych. Tylko rzucona na ziemię masa o nie znanym przeznaczeniu, wypakowana z kubika rozdzielonego na pół, a na przeciwko w dali koherentny kształtem kątów, niby dom na obcej ziemi, pozornie osiadły, tekturowy potwór nabiera oleju z posadzki zapomnienia i podnosi znaczeniowy wzlot ponad to, co można sobie upiąć w wyobraźni. Stojąc jednak na oleju w głowie, gdzieś z tyłu poczułem czyjeś kroki. Nim zdążyłem się obrócić wpadłem na siebie, który porwał mnie i zespoił ze sobą tak, że równym krokiem wpadliśmy w oleistą masę zapowietrzonych zwilgotniałych kości. Nie wierzyłem, że to prawda, ale rozbieg jaki był potrzebny do kopnięcia piłki przez tego, o którym mówił ten drugi ja podczas swojego występienia przed nie małą grupa ludzi, przyczynił się do tego wypadku. Szybko otrząsnąwszy się, nie otrząsawszy już z siebie tego drugiego, z którym złączony podbiegłem do piłki, stojącej 5,5 metra od linii bramki w sferze hipotetycznej. Demonstrując jej lot ukazałem dystans i różnicę sił nacierających na siebie wzajem jednostki i masy, a także sfery dramatu z technologią. Słowem kula wystrzelona przez dramat powstrzymała atak napastnika systematyzacji. Polała się strużka krwi padając na skorupy formy. (dok. http://wyspastan.blogspot.com/search?updated-max=2013-02-02T18:25:00-08:00&max-results=7 - opis w poprzednim poście) Czysta konkluzja i bilet wyjścia z tego spektaklu nie stawszy się robotem, dzięki czemu, dzięki niemu właśnie. Był wyzwaniem. Do tego pozdrawiająca "kohezja gestu" niezależnej ręki rozdzielając palce swej drugiej dłoni pokrytej czerwoną farbą oznajmiła ląd fravarthi http://www.youtube.com/watch?v=ZCNtQwo49tg później 313 powoli odrywał rękę od ściany, pozostawiając odcisk
i szalupą jeszcze już na after party odcisk pocałunku
fot. Marcin Morawicki /w dźwięku na słuchawkach bez przytupu w instalacji dźwiękowej Marcina Morawickiego
gdzie intymność i realność hali ludzkiej głębi już do reszty wypadła z worka sił oporu strojąc się w halkę i szelki
fot. Marcin Morawicki /w tym dys-pozy-kons-tansie uśmiechem zakręciłem w stronę wyjścia. Wyszedłem z wystawy z poczuciem, że ktoś ją dobrze zaplanował konceptem, ale ten scenariusz konfrontowali widzowie. Kohezja między nimi i artystami jest warunkiem sztuki. Oczy wielkiego brata pod okiem wielkich braci oglądanych przez wielkiego brata na tacy wielkiego po raz kolejny itd. tak, że to, co pozostało nie daje się już katalogować, jedyne co pozostaje to ożywczo tworzyć z tego jak z gruntu, jak z ziemi, w kohezji spójności z rozbiciem, by nie zastygnąć i by się nie rozpłynąć w niebyt. uczucie katharsis poczuciem kohezji- remedium na redundację. Kohezja- modus vivendi wystawy, trwa zawsze i nie spełnia się nigdy. Wychodząc z tym poczuciem i ożywioną pamięcią, odniosłem się z szacunkiem i uznaniem w swoim wspomnieniu do wszystkich Artystów, Kuratora wystawy prof. Mirosława Bałki i jego asystentki Karoliny Kubik oraz producentki Agnieszki Warakomskiej, władz Nowego Teatru z dyr. Krzysztofem Warlikowskim na czele oraz do wszystkich którzy byli tam obecni i pełni uwagi.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>